Blogger news





Teksty Recenzje Rabaty dla Czytelniczek Kontakt
Wspólpraca FAQ

07.02.2017

Dlaczego nie każdy Brytyjczyk ma szansę leżeć na Polce? Slovianka Lingerie

Niedawno zaproszone zostałyśmy do Grodziska Mazowieckiego na wizytę w Akademii Pięknego Biustu - mateczniku marki Slovianka Lingerie. Jedyny nasz kontakt z marką póki co ograniczał się do podejrzliwych rzutów oka w kierunku sporciaka Jump Up (Polski sporciak? Który się do czegoś nadaje? Nieeee...), ale zaintrygowane pojechałyśmy, dając sobie góra półtorej godziny na wszystko, łącznie z powrotem.

Powiemy tylko tyle, że wróciłyśmy nie po półtorej, a po kilku godzinach, uradowane i natchnione twórczo. Pani Weronika i Pan Paul, twórcy staników, przeczołgali nas przez ponad 20 modeli, cierpliwie tłumacząc konstrukcję każdego i dzieląc się z nami nie tylko tajnikami szycia i konstruowania, ale i kupna materiałów, metod nadruku, wyboru kolorystyki i wieloma innymi smaczkami. O tym na razie sza, ale uwierzcie nam - wygląda na to, że ta marka niedługo stanie się naprawdę znana i lubiana, zwłaszcza przez użytkowniczki biustów słowiańskich.




Slovianka ma swoją siedzibę na głównym deptaku - dokładnie 1 minutę i 16 sekund na piechotę od stacji KM Grodzisk Mazowiecki ;) Warszawianki - dojedziecie do celu w 30 minut z Centrum stolicy!


W środku sklep jest pełen staników - nie tylko marki Slovianka, co bardziej bystre oka zoczą inne indie marki z naszej ojczyzny.



Zapamiętajcie tą koronkę - niedługo na blogu recenzja softa z niej uszytego, a kilkanaście zdjęć niżej znajdziecie inne jej zastosowania.


To wbrew pozorom nie koniczynki ani kropki - to serduszka! Dostępne także w wersji rubinowej.



Różowa Pantera ;) balkon nieprzeciętny.


Wężowo - paseczkowy model z cekinkami naklejonymi na część miseczki. Inwencja twórcza krojczego firmy, pana Paula.










Sporciak Jump Up - jego potrójną recenzję zobaczycie już niedługo. Czemu potrójną? Zajrzyjcie do sekcji 'O Nas' ;)






Ten stanik próbowałyście zidentyfikować na Instagramie - konstrukcja na pełniejsze biusty!


Tak wygląda sporciak Jump Up! na Madzinym cycku - a tak wygląda, kiedy Madź derpuje z radości:






Madź jest uszczęśliwiona wielce swoim customowym stanikiem - Slovianka bowiem pomaga spełniać życzenia! Jeśli przyjdziecie do salonu marki, i coś przykuje Wasze oko, niewiele potrzeba, żeby dany model zmodyfikować zgodnie z Waszym marzeniem. Madź chciała neonową żółć w koronce - i dostała. Z zielonym kozaczkiem w gratisie ;)



Niestety nie trafiłyśmy na pierwszy rzut z rozmiarem, ale dla takiej manufaktury jak Slovianka nie stanowi to problemu ;)

Nasza fotograf, Natalia z Fantasmagorie Nat, również modelkowała. Ma ponoć 'biust idealny' i faktycznie - w każdym staniku wygląda tenże biust po prostu świetnie.



Ta morska koronka jest zdecydowanie znakiem rozpoznawczym Slovianki ;)






Ja też nie mogłam się oprzeć przymiarkom, dzięki czemu możecie zobaczyć moje 70F w słowiańskich stanikach. Biorąc pod uwagę, że mam tzw. biust trudny, to marka radzi sobie znakomicie.




Akademia pochwalić się może wieloma certyfikatami i dyplomami - jesteście w dobrych rękach!



Na swojskich, polskich piersiach, Slovianka leży jak należy. Z patriotyzmu lokalnego zresztą wynika nazwa firmy - twórcy marki zdecydowali, że czas zacząć szyć na piersi Słowianek. Polki, Czeszki, Białorusinki czy Słowaczki mają inne figury i biusty niż Angielki i Francuzki, przez co nie każdy Brytyjczyk ma szansę leżeć na Polce (wybaczcie dwuznaczność, ale w każdą stronę jest to prawda). Co zabawne, same jesteśmy dobrym materiałem do badań w temacie; Madź ma biust słowiański, pełny i wysoko osadzony, a ja .... brytyjski ;) kropelki, które w balkonie źle się zazwyczaj czują. 

Motywację, żeby ubrać cyc wschodnioeuropejski, widać także w logo marki. Ja nie miałam pojęcia, co się na nim znajduje, ale okazuje się, że jest to kabłączek skroniowy, czyli oryginalna słowiańska wersja kolczyków, wieszanych na opasce biegnącej dookoła głowy. Zastępuje on w logo literę 'S'.


za: Ubrus.ru


Zostałyśmy także zawiezione do maleńkiej, ukrytej pod drzewami manufaktury, w której staniki Slovianki powstają. Nie da się ukryć, klimat miejsca, w którym sztukę konstrukcji i dopasowania opanowano do perfekcji jakby to była nauka magiczna po prostu jest. Nieduży budyneczek, schowany gdzieś w bocznej uliczce, dookoła sosny i zieleń, a w środku... jak w pasmanterii. Cała szwalnia tonie w próbkach koronek, haftów, markizet, materiałów sublimowanych... zresztą, zobaczcie same!





Stanik w stadium embrionalnym - nie ma ramiączek ani zapięcia, ale widać już światło w tunelu.






Pozszywane częściowo kawałki sporciaków. Niedługo będą trzymać biusty amatorek fitness.










Z tej koronki powstał Madziny balkonik - przypadkiem dopasowała się do koloru pazurków.



My też chcemy coś uszyć!



Po lewej kolory Madź, po prawej kolory Agusławy. Jak ogień i woda ;)


Płachta materiału z nadrukiem uzyskanym metodą sublimacji. W ten sposób na stanik możemy nanieść w zasadzie dowolny obraz: komiks, gazetę... zdjęcie swojego lubego ;) w ten sposób powstał model Różowa Pantera, który na pewno zobaczyłyście powyżej.


Tą koronkę mogłyście już zauważyć.. a właściwie na pewno ją zauważyłyście, bo to leitmotiv obecnej kolekcji. W tonacji morsko - beżowej Slovianka produkuje już śliczne softy w dwóch krojach (na mniejsze i większe piersi), plandża, na zdjęciu mamy natomiast detal karmnika! Ale to nie wszystko, albowiem w planach (i nadal na desce kreślarskiej) mamy ... koronkowego sportowca. Wow.





Tyle programów trzeba, żeby uszyć porządny biustonosz! Tylko najlepsi szyją na maszynach Janome, więc punkt dla Slovianki!



Możecie być pewne, że Slovianka na długo zagości na Naszym blogu - czekajcie na recki biustonoszy z tej manufaktury! A teraz - krótki wywiad z Panią Weroniką i Panem Paulem, czyli projektantką i krojczym Slovianki.

[M]iskiDwie: W jaki sposób zaczęła się Wasza przygoda z szyciem własnej bielizny?

[P]aul: Sprzedawaliśmy bieliznę różnych firm, spotkaliśmy na swojej drodze koleżankę, która zaczęła z nami współpracować na zasadzie poprawek krawieckich. I to doprowadziło do tego, że w tym momencie szyjemy biustonosze; cała nasza droga polegała na tym, że pomału, małymi krokami rozwijaliśmy się, poznawaliśmy kolejne etapy produkcji… minęło kilka lat i produkujemy własną, unikalną bieliznę.

[W]eronika: Generalnie głównym powodem, dla którego zaczęliśmy szyć biustonosze, było to, że chyba większość biustonoszy dostępnych na rynku, w sklepach bratfittingowych, jest robionych na podstawie konstrukcji z Zachodu, i z Niemiec, z Anglii, i z Francji. I one jeszcze nie do końca pasują na nasze słowiańskie biusty, stąd też był pomysł na nazwanie naszej marki Slovianka.

[M]: No właśnie, Slovianka”, czyli na nasze polskie, słowiańskie biusty. W jaki sposób robicie nam dobrze inaczej niż inne marki? W jaki sposób jesteście lepsi dla polskiego czy czeskiego biustu?

[P]: Nie chcemy mówić, że tamte produkty są złe, czy nasze są wybitne, po prostu staramy się robić odległości elementów biustonosza czy wymiary całości bardziej pasujące na określony rozstaw czy sylwetkę. Jeśli jest firma globalna, która produkuje na praktycznie całą Europę, to trudno jest wychwycić te niuanse i trzeba je jakoś wypośrodkować, tak? My staramy się robić produkty, które pasują bardziej na nasze klientki, które przychodzą do naszych sklepów. Na Słowianki, bo przeważnie obsługujemy tutaj panie okoliczne; produkty, które wcześniej były przez nas sprzedawane, często musiały być w jakiś sposób poprawiane, zmieniane. W tym momencie, gdy sprzedajemy własne produkty, te poprawki są w 90% wyeliminowane, poprzez wrzucenie przede wszystkim w nasze konstrukcje pewnych zmian, pewnych różnic. To są często bardzo nieduże różnice, jednak one są ważne w końcowym efekcie.

[M]: Czym się różni taki przeciętny słowiański biust od takiego brytyjskiego, na przykład ?

[W]: Wysokością, osadzeniem biustu, szerokością ramion.

[P] Osadzeniem biustu, przede wszystkim, ale też kształtem, wielkościami, rozstawem piersi. Jest dużo taki niuansów, tak naprawdę. Wpływają one na to, że, na przykład, część brytyjskich biustonoszy jest bardzo wysoka, zabudowana pod pachą, co często nie jest też wygodne przy noszeniu. Jest to właśnie spowodowane tym, że są skonstruowane na szerszy rozstaw biustu. My Polki mamy też trochę węższe ramiona, więc często zdarzało się tak, że klientkom spadały ramiączka z ramion. Takie drobiazgi staraliśmy się dopracować.

[W]: Te drobiazgi są bardzo ważne; dobieramy biustonosz, który ma być idealny, musi więc być też idealnie dopasowany do określonego typu budowy. To są, jak mówię, nieduże różnice, no ale one są, i są znaczące.

[M]: Robicie nie tylko poprawki, ale też, przyznajmy, działacie trochę na zasadzie “Mam marzenie”. Ja tutaj mam osobiście doświadczenia z Waszym działaniem “Mam marzenie”, opowiedzcie nam może trochę o tym.

[S]: No tak, szyjemy biustonosze na miarę, bo o tym mówisz. Jesteśmy niedużą firmą, która może sobie na to pozwolić, aby gdzieś tam, na etapie produkcji uszczęśliwić jakieś nasze klientki, czy to bardziej wymyślną ozdobą, czy konkretnym krojem majtek, ozdobą. Z drugiej strony są też panie, które, no, nie mieszczą się w tych nawet naszych, słowiańskich konstrukcjach. Ich biusty są bardziej wymagające, i trzeba coś specjalnie dla nich przygotować. Żeby było dobrze, żeby było idealnie.

[M]: Widziałyśmy też u Was w pracowni, jak przerabiacie model tradycyjny na karmnik -czyli dzieje się. Wszędzie są też sterty, naprawdę sterty tych materiałów, które wybieracie, i miałyśmy okazję je podotykać. Zdecydowanie jest to coś innego, nie jest to taka przeciętna, drapiąca koronka. Skąd staracie się brać materiały, aby te biusty były jak najbardziej szczęśliwe?

[W]: Tak naprawdę nie mamy jednego źródła, jednej firmy, która specjalnie dla nas przygotowuje. Staramy się wybierać to, co Naszym zdaniem jest najlepsze jakościowo. Są na przykład specjalne siateczki do biustonoszy sportowych, podobne trochę do Gore-Texu, z którego szyje się kurtki trekkingowe, odprowadzające wilgoć; ten materiał mamy od producenta, który produkuje tkaniny tylko dla odzieży sportowej. A jeśli chodzi o koronki, to staramy sprawdzać je jakościowo jakoś wcześniej, czy one się gdzieś nie prują, nie kulkują,nie rozciągają za bardzo, nie farbują…

[P] Nie wybieramy najtańszych rzeczy - to też jest taka zasada, która podnosi troszeczkę cenę naszego produktu. Nigdy nie szukamy metodą 'co będzie najmniej wpływało na cenę stanika', nam zależy, żeby po prostu to było dobre. Jest to nieraz proces długotrwały, zwłaszcza kiedy szukamy jakiejś odpowiedniej dzianiny, czasem i przez pół roku, która spełni nasze założenia jakościowe - ale też cenowe, czy ilościowe.

[W] Chyba wolimy zrobić mniej, a lepiej. Dlatego też stworzyliśmy specjalnie dla nas piankę do biustonoszy…

[P] Tak, gorseciarską… nie kupujemy takiej pianki gotowej, tylko ją sobie sami zaprojektowaliśmy, zdobyliśmy odpowiednie produkty, z których ją sklejamy. Większość firm po prostu kupuje gotowy produkt i tyle. My sobie wymyśliliśmy jakieś założenia, które miała ta pianka spełniać. No i spełnia.

[M]: A z jakiego Waszego projektu, przedsięwzięcia jesteście tak najbardziej dumni? Co jest Waszym takim najbardziej ukochanym dzieckiem w Sloviance?

[W]: Każdy model, który się uda, szczerze mówiąc.

[P] W tej chwili każdy, ale chyba sportowy biustonosz jest naszym oczkiem w głowie, taką naszą perełką. Pracowaliśmy… właściwie był to pierwszy biustonosz, nad którym pracowaliśmy. Bardzo dużo czasu zajęło nam znalezienie odpowiedniej konstrukcji, odpowiednich materiałów, gum, dodatków…technologii zszywania…

[W] Tak, uczyliśmy się na nim tworzenia bielizny, biustonoszy.

[M]: Czyli wszystkie dzieci kochacie tak samo, ale stanik sportowy najbardziej?

[P]: No, przynajmniej ja. ;)

[W] Wszystkie biustonosze są potrzebne – balkony, plandże, karmniki, sportowe, więc staramy się do każdego podchodzić jak do tego pierwszego, i, tak jakby, zaczynamy pracę od nowa. Nie można tak po prostu skopiować czegoś i powielić. To jest taka praca, która wymaga zainspirowania się jakimś produktem i chęci ulepszenia go o kolejne kilka stopni, nadania muj nowej jakości.

[M]: Jedna z naszych czytelniczek na Instagramie tak zażartowała, że firma nazywa się Slovianka, więc zaraz zaczniecie robić jakiś rzucik krakowski, albo podhalański, w parzenice. Macie może w planach właśnie takie pójście w słowiańskość?

[P]: Mieliśmy takie pomysły, tym bardziej, że mamy takie urządzenia, które pozwalają na to, żeby w niedużych ilościach robić sobie nadruki. I były takie, gdzieś na początku, pomysły, aby właśnie rzucać takie łowickie pasy… ale to raczej była forma zabawy. Prawda jest (trochę niestety) taka, że najwięcej sprzedajemy zawsze wzorów bazowych, nieodznaczających się pod ubraniami, spokojnych. Mamy jednak nadzieję rozruszać klientki i zachęcić je do najbardziej szalonych koncepcji bieliźnianych – mamy możliwości, czekamy na wyzwania!

Sloviankę możecie odwiedzić pod następującym adresem:

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz