Blogger news





Teksty Recenzje Rabaty Kontakt Wspólpraca FAQ

16.10.2015

Paseczkowe Body Buebella (i trochę o Plus Size)




Bluebella Bondage Cut Out Body
Rozmiar XL
Wymiary:

Rozciągnięty obwód 139.0
Obwód w spoczynku 90.0
Szerokość miski 19.0
Głębokośc miski 21.0
Szerokośc mostka 2.0
Wysokość mostka 8.5
Wysokość obwodu przy misce 13.0
Szerokość ramiączek 2.0
Haftek w rzędzie 3

Ocena:

Estetyka

Wygoda

Cena

Wytrzymałość

?

Kształt


Body Bluebelli nabyłam na Allegro, u sprzedawcy, który miał w ofercie głównie resztki z ASOS. Bardzo spodobał mi się burdelowy charakter tej dwuczęściowej bielizny i zdecydowałam się zaryzykować 50 złotych - zwłaszcza, że ten sam komplet na Herroom kosztował 60 Euro.




Do wyboru miałam rozmiar XL... lub rozmiar XL. Nie panikowałam, ponieważ mój kształtny a rozłożysty zadek zazwyczaj potrzebuje rozmiaru XL właśnie, a część nabiustna body i tak jest w pewnym sensie uniwersalna.

A jednak nie.


Część nabiustna miskowo pasuje jak typowe elastyczne bandeau, natomiast obwód tego pseudo biustonosza jest tak długi (i rozciągliwy!) że żeby utrzymać stanik na sobie muszę obwinąć się obwodem dwukrotnie i zapiąć go z przodu.


Obwód ma długość 90 cm w spoczynku - rozciąga się do 139 cm (!)


Biorąc pod uwagę fotkę stockową - trochę to różni się od zamiarów producenta. 



Co do jakości body też mam pewne zastrzeżenia: szwy wyglądają dość niechlujnie i są po prostu krzywe. Body jest też tak skonstruowane, że 90% czasu spędzonego z tym produktem spędziłam starając się ogarnąć, gdzie włożyć ręce, gdzie nogi, i co właściwie jest przodem, a co tyłem.



Widok z lotu ptaka na część majtkową. Wygląda to jak wielka strzałka. Być może w kierunku wyjścia z tego koszmaru, bo tkanina elektryzuje się tak, że dobre 10 minut układałam to ubranko, zanim udało mi się je rozprostować i unieść znad niego ręce tak, żeby nie podniosło się za nimi..


Body ma również paseczki do pończoch - podkreślam zdrobnienie, bo nie wiem, w jaki sposób pończochy inne niż samonośne miałyby się utrzymać na paskach tak wątłej konstrukcji, dodatkowo połączonych z tak delikatnym majtkowym dołem. A mi się wydawało, że kusidełkowe szorciki z Tease Me mają słabe żabki...

Mam nadzieję, że czytelniczki wybaczą mi brak fotki z body, powód tego braku jest bardzo prosty; musiałabym to body przykleić taśmą dwustronną do ciała, żeby zakryło chociaż te najbardziej newralgiczne rejony mojej cielesności.

Ocena końcowa - 2 na szynach za pomysł, wykonanie bowiem woła o pomstę do nieba.

A przy okazji... słów kilka na temat plus size i co to właściwie oznacza.

Jakiś czas temu firma Adrian, zajmująca się wyrobami pończoszniczymi, rozpoczęła kampanię reklamową ‘…Kocha wszystkie kobiety’, której gwoździem programu były billboardy przedstawiające modelkę w dość typowym dla naszego rejonu geograficznego rozmiarze, o pięknych, okrągłych kształtach i zalotnej figurze. Konkretnie rzecz biorąc -  rozmiarze 44.
Głosy, jakie można przeczytać w Internecie na temat tej reklamy są co najmniej zastanawiające: „Po tych spaślakach, może ktoś zacznie promować np jakieś panienki z ropnymi wrzodami na ryjach, twierdząc, że są najwyższymi uosobieniami piękności”, „ fuuuuu.. ale locha :/ ”, “Uda jak dąb bartek”. (ortografia i interpunkcja oryginalna).

Drogie Panie, zwróćmy uwagę, że (chyba) występuje tu problem wybułkowywania biustu!


Od dawna średnia rozmiarów kobiecych figur rośnie; w latach 60’ ubiegłego wieku typowa Polka nosiła rozmiar 36 (S). Teraz zupełnie standardowe jest masowe wykupywanie rozmiarów 40 (L) i 42 (XL) – polskie dziewczyny mają najwięcej witaminy, jak głosi znana piosenka, ale jak widać poza witaminą mają też okrąglejsze kształty niż ich mamy i babki. Idąc ulicą mamy dużo większe szanse na zobaczenie dziewczyn noszących ‘elki’ niż ‘eski’ – a mimo to podświadomie zaniżamy ich wymiary; mało kto widząc dziewczynę noszącą rozmiar 44 (XXL) powie o niej że jest ‘plus size’. Zdarzało mi się usłyszeć przy wzroście 175 cm, wadze 75 kg i rozmiarze 42/44 że ważę maksimum 55kg ; ludzki mózg zawodzi przy ocenie. Dlatego też falę kontrowersji wywołuje fakt, że roznegliżowana modelka, dająca szansę na ładne drobiazgi bieliźniane dziewczynom takim jak ja, na które ‘rozmiar uniwersalny’ ani nic poniżej 42 nie wchodzi, śmie być w rozmiarze innym niż XS bądź S. Śmie zakłócać ustalony porządek, w którym dziewczyna większa niż M (38) jest uważana za pulchną. Śmie się nam podświadomie podobać, gdy standard społeczny mówi co innego. 

Szeroko rozpowszechniana teoria o kobiecym pięknie jest taka, że idealna figura to klepsydra. Ten ideał psuje fakt, że najczęściej kobiety-klepsydry są właśnie w rozmiarze 40-42; mniejsze dziewczyny najczęściej są gruszkami (duża pupa i uda) bądź kolumnami (bardzo podobne obwody biustu, talii i bioder). Uwielbiane niegdyś klepsydrowe seksbomby, takie jak Marilyn Monroe, miałyby dziś ciężki problem z ubraniem się w sieciówce. Można zadać pytanie; skoro średnia przesuwa się w stronę okrąglejszych dziewczyn, czemu tak mało jest ubrań w ich rozmiarze? Odpowiedź jest nieco smutna, a nieco cyniczna: ‘No i o to chodzi w tym multi-milionowym przemyśle modowym: o piękno wewnętrzne’ jak sarkastycznie powiedział Nigel w filmie ‘Diabeł ubiera się u Prady’. Przemysł odzieżowy to taka sama branża jak górnictwo czy spożywka; podlega trendom giełdowym i zawirowaniom finansowym. Koszt wykonania takiej samej pary spodni w rozmiarze 44 jest większy o ok. 35% niż tej w rozmiarze 36, a  obydwie pary powinny zostać sprzedane w tej samej cenie detalicznej, aby uniknąć pozwów o dyskryminację osób okrąglejszych i złej opinii konsumentów. Stąd ekonomiczniej jest dla branży modowej lansować rozmiar 34-36; zysk rośnie przy nikłym nakładzie i kosztach produkcji. Z tego co pamiętam, to kilka lat temu Brytyjki zbojkotowały boob tax, czyli to, że Marks & Spencer zażyczył sobie 2 funtów więcej za staniki w rozmiarze większym niż DD. Rozumiem to częściowo, bo też wolałabym płacić za stanik 20, nie 200 zł - ale czy ten nieszczęsny boob tax jest naprawdę taki absurdalny? Na większe staniki, tak jak na większe ubrania, schodzi więcej gumek, nici, koronek, materiału, simplexu itd. Warto pamiętać, że na jeden stanik trzeba zużyć średnio 170m nici.

Oczywiście marki takie jak F&F czy ASOS zaczęły dawno produkować ubrania w większych rozmiarach – niestety, dla osoby która zauważy, że obydwie nastawione są na konsumentki z Wielkiej Brytanii, w której rozmiar 44 jest standardem, nie jest to powód do radości. Europa zachodnia i centralna nadaj żyją pod dyktaturą skali 36-40 i smętnych trzech wieszaków ze znaczkiem ‘Curve’ albo ‘Plus Size’, na których najpewniej znajdziemy bezkształtny szary worek z dżerseju, zwany tuniką. A jak te ubrania wyglądają na pluskach - zapraszam na filmik.


(Pragnę też podkreślić, że nie lubię Tess Holiday, jest moim zdaniem wybitnie denerwującą osobą, i robi bardzo zły PR pluskom. Plus Size - czyli po prostu szerszy zakres rozmiarowy ubrań, uwzględniający kobiety tęgie i dobrze zbudowane - to jedno, a promowanie otyłości to drugie. Naprawdę mnie nie interesuje, czy Tess chodzi na siłkę czy nie - jest gruba i dumna z tego. Zamieńcie słowo 'gruba' na 'anorektycznie wychudzona', a zrozumiecie, o czym mówię.)

Dziewczyny w rozmiarach powyżej 40 są niekiedy zmuszone - właśnie zmuszone, nie traktują tego jako opcji - do zakupów przez Internet, czemu z radością naprzeciw wyszła na przykład firma Hell Bunny, dostępna w polskich sklepach online, oferująca głównie garderobę w stylu retro i rockabilly. Okrąglejsze panie nie mają absolutnie żadnego problemu ubrać się w HB i wyglądać wspaniale, a przy tym nie muszą głodzić portfela; ceny są bardzo podobne do tych, które znajdziemy w sieciówkach typu H&M bądź Reserved, a na pewno niższe niż te, w których oferowane są ubrania plus size w wyżej wymienionych sklepach.



Niedawno w mediach rozgorzała dyskusja: czy grube jest piękne? To strywializowane poniekąd pytanie zostało postawione przed szerszą publiką gdy Grycanki, krewne potentata na rynku słodyczy w departamencie lodowych deserów, weszły na polskie salony, dumnie obnosząc się ze swoimi figurami. Nie są to już jednak figury ani okrągłe, ani plus size. Wszystkie cztery panie: Marta, Weronika, Wiktoria i Gabriela są po prostu chorobliwie otyłe; najmłodsza dziewczynka, 10-letnia Gabrysia ma rysy twarzy zamazane przez swoją chorobę, reszta pań  jest ledwo szczuplejsza od niej. Wiktoria, starsza z córek Marty Grycan, zadeklarowała że jest modelką – zadeklarowała to przez sesję zdjęciową w popularnym magazynie. Czy to ją czyni modelką? Nie, tak samo jak sesja nie uczyniłaby osoby z rakiem czy zespołem Downa trendsetterami przez to, że założą kurtkę Gucci; wszystkie trzy dolegliwości to ciężkie, zagrażające niekiedy życiu choroby, nie mówiąc już o tym, że modelka ma być z założenia wieszakiem na ubranie - ciężko być wieszakiem mając w talii ok. metra. Zasłanianie się ‘zdrowym typem urody’ przez panie Grycan jest bardzo, bardzo niezdrowym zabiegiem, zwłaszcza w kraju w którym liczba otyłych dzieci i nastolatków rośnie drastycznie z roku na rok. Czym innym jest bycie okrąglejszym niż przyjęte w ogólnej świadomości a czym innym jest doprowadzanie siebie do choroby, która przez Światową Organizację Zdrowia wpisana została na listę chorób społecznych i epidemii. Niestety, celebrytki wywołały boom w agencjach modelek plus size, na których castingi zaczęły przychodzić osoby otyłe w przekonaniu, że znajdzie się dla nich miejsce w świecie mody i wyśrubowanych co do milimetra standardów. Lekarze alarmują; grozi nam pokolenie małych grubasków, którzy za 20-30 lat zaczną masowo cierpieć na nadciśnienie, cukrzycę i miażdżycę. Dobrze też pamiętać, że otyłość to zaburzenie odżywiania, czyli choroba z tej samej grupy, co bulimia i anoreksja.



Postawmy więc jasną granicę: między osobą w rozmiarze 42 a otyłą, tak chętnie wrzucanymi razem do jednego worka, istnieje wyraźna różnica. Otyłość jest kwalifikowana poprzez tzw. Body Mass Index, czyli popularne BMI: jest to wskaźnik określający stosunek wagi ciała do wieku. Oblicza się go dzieląc swoją wagę w kilogramach przez swój wzrost w metrach do kwadratu. Przykładowo: moja obecna waga to 60kg, wzrost 175cm. Obliczenia wyglądać będą następująco: 60/ (1,75)*(1,75) = 60/ 3,06 = ok. 19,6 czyli moje BMI wynosi około 20. Według podstawowej klasyfikacji BMI niższe niż 18,5 oznacza niedowagę, między 18,5 a 24,99 wagę prawidłową (zdrową dla osoby o statystycznie rzecz biorąc niskim wysiłku fizycznym) natomiast powyżej 25 nadwagę. Przy wskaźniku przekraczającym 40 osoba jest określana jako cierpiąca na otyłość skrajną – czyli kwalifikującą się do leczenia przymusowego. Oczywiście, wskaźnik ten ma zastosowanie w bardzo określonych warunkach; Mariusz Pudzianowski nie mógłby być uznany za osobę otyłą, a jego BMI  z dużym prawdopodobieństwem przekroczyłoby 30. Według London School of Higiene and Tropical Medicine średnie BMI dla polskiej kobiety to 23,21.

Rubens być może czułby się Grycankami zainspirowany, jednak Tycjan załamałby nad nimi ręce. Niektórzy mężczyźni mówią że ‘kobieta musi być kobieca’ a inni, że nie zniosą za dużo okrągłości. Jedne panie męczą się na diecie, inne jedzą lody, zagryzają bekonem i niczym się nie przejmują. De gustibus non discutantem, jak mówili starożytni; warto jednak zdawać sobie sprawę, jak bardzo zachwiany jest nasz obraz świata i jak bardzo odległy jest od realnego.

(tekst jest częścią felietonu napisanego przeze mnie dawno temu na potrzeby portalu WeAre.pl)

2 komentarze:

  1. Hej, chyba przesadzasz z tymi Grycankami. Dwie z nich wyglądają na otyłe, a pozostałe dwie raczej mają tylko nadwagę i nie wyglądają jakoś chorobliwie. Zaznaczam, że oceniam na podstawie fotki, bo rzeczonych pań w telewizji nie widziałam. A i otyłości ludzie dorabiają się niekoniecznie jedząc lody z bekonem. Optyka w tej dziedzinie się często zmienia, gdy samemu zyskuje się parę kilo za dużo - okazuje się, że czasem naprawdę niewiele trzeba, by przekroczyć prawidłowe BMI. Mówię z doświadczenia. Współczuję doświadczeń z marką premium, ale XL to chyba naprawdę nie jest twój rozmiar ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Niestety moja obecna figura i waga nie są efektami działań genów, a mojej diety i walki o nią - pamiętam czasy, kiedy przez miesiąc chodziłam w jednych spodniach, jednym polarze i jednej bluzce, bo tylko te ubrania na mnie wchodziły. W niektórych markach noszę ten rozmiar nadal, ale moje spojrzenie na sprawy pluskowe jest niestety też 'z doświadczenia'.
      A te lody z bekonem to bardziej miało być ekstremalne przeciwważenie dla ortoreksji ;) wiadomo, że przy zaburzeniach metabolicznych chociażby nadwaga też ma prawo występować, i nikomu nie odbieram prawa do możliwości kupienia ubrań na każdy rozmiar tyłka i biustu, byleby zachować umiar w nazywaniu wszystkiego powyżej L 'plus size', bo wrzucamy do jednego worka osoby otyłe i dobrze zbudowane.
      Dzięki za komentarz!

      Usuń